piątek, 25 listopada 2016

Od Keny

Spacerowałam spokojnie po lesie. Była noc, a korony drzew dodatkowo zasłaniały światło księżyca. Jego niewielkie smugi przedzierały się przez gałęzie opadając na wilgotną, zmarzniętą ściółkę. Wystające z ziemi korzenie nadawały dodatkowo mrocznego klimatu temu miejscu, a przy okazji stanowiły spore utrudnienie w przemieszczaniu się. Mokre liście cicho szeleściły pod moimi butami rosząc je dodatkowo wodą.
Po chwili wyszłam na otwartą przestrzeń polany. Pokryta była łagodną łuną księżyca. Widoczna była prawie całkowicie jego czerwonawa tarcza. Takie zjawisko zdarzało się raz na kilka lat. Niektórzy wierzyli, że pojawianie się srebrnego globu w innych kolorach niż tego naturalnego, miało jakieś specjalne znaczenie i coś oznaczało. Być może tak właśnie było. Czemu by w to nie wierzyć?
Nagle usłyszałam za sobą jakiś hałas. W głębi lasu coś się poruszyło. Mogło to być jakieś dzikie zwierzę, a równie dobrze jakiś człowiek. Wykrzyknęłam z lekkim przerażeniem w głosie:
— Jest tam kto?!
Odpowiedziała mi nienaturalna cisza. Zebrałam się i szybkim krokiem postanowiłam opuścić to miejsce. Cokolwiek to było chyba nie powinnam tu dłużej przebywać.

< Ktoś chętny? >

wtorek, 22 listopada 2016

Mag Powietrza

 Kena Deverhe

People die every day


Imię: Kena
Nazwisko: Deverhe
Wiek: 16 lat
Charakter:Kena jest zwykle oazą spokoju. Poważną i cichą. Są to jednak tylko pozory, gdyż dziewczyna szybko się denerwuje. Negatywne emocje zawsze stara się trzymać w sobie, choć niekoniecznie jest to dla niej dobre, a gdy już wybuchnie może okazać się prawdziwą burzą z piorunami. Rzadko kiedy się śmieje, bo zwyczajnie nie ma do tego powodów. Nie jest zbyt rozmowna, a z osobami, których zbyt dobrze nie zna, trudno jej znaleźć ciekawe tematy. 
Z początku zawsze jest nieco nieśmiała i skryta, co jest spowodowane jej brakiem zaufania do ludzi i dokładną obserwacją otoczenia. Przekonanie jej do kogoś może trwać naprawdę długo, jednak kiedy już komuś ufa jest wobec niego lojalna. Dotrzymuje danego słowa i powierzone jej tajemnice zachowuje w sekrecie, chyba, że ma ważny powód żeby je wydać. Cechą, której nie lubi ujawniać jest jej wrażliwość. Dzięki niej i temu, przez co już przeszła, wykształciła się w niej empatia, która pozwala jej postawić się w cudzej sytuacji. 
Kiedyś lubiła towarzystwo, ale po pewnym czasie zaczęło się to zmieniać i poczęła izolować się od ludzi. Teraz zdecydowanie bardziej woli samotność lub przebywanie w gronie jednej, dwóch osób, co pozwala jej się w miarę wyciszyć. Nie szuka przyjaciół na siłę, a jeśli już takowych posiada, to choć na co dzień tego nie pokazuje, jest gotowa dla nich na poświęcenia. 
Kiedy coś ją zaciekawi staje się dociekliwa, chcąc poznać jak najwięcej informacji na dany temat. Posiada niewielkie zdolności aktorskie, jednak kłamanie przychodzi jej z dużą łatwością. Co nie oznacza, że często korzysta z tej zdolności. Chociaż bardzo dobrze potrafi postawić się w czyjejś sytuacji, ból obcych zwykle prawie wcale nie wywołuje w niej żadnych emocji. Dopadło ja coś na kształt znieczulicy. W końcu każdy musi trochę po cierpieć. Szczerze nienawidzi też, kiedy ktoś mówi jej co ma robić. Ma trochę masochistyczne i sadystyczne zapędy. 
Nie przepada za dziećmi. A raczej denerwuje ją ich beztroska i naiwność, choć te wychowywane na ulicy zdają się być znacznie doroślejsze. 
Noc, ciała niebieskie, a w szczególności księżyc ja uspokajają i potrafią wywołać prawdziwą fascynację, a zarazem melancholię. Widok krwi również jej nie odstrasza. Jej dziwna osoba od dawna czuła zainteresowanie rdzawą substancją. Tak samo jak nożami czy sztyletami. Kena długo potrafi trzymać w sobie urazy do kogoś, by w końcu móc się ich pozbyć w formie zemsty. Jeśli tylko nadarzyłaby się okazja. Dziewczyna zawsze, niestrudzenie dąży do wyznaczonych sobie celów. 
Żywioł: Powietrze
Partner: Brak. Nigdy nikogo nie miała i jej się do tego nie spieszy. Miłość uważa za ułudę i kłamstwo. Coś, co potrafi przysporzyć tylko bólu, by następnie zniknąć. Zupełnie jak zauroczenie. 
Rodzina: Mieszka razem z matką i ojcem oraz swoją przybraną siostrą. Obydwoje z jej rodziców są magami innych żywiołów.
Broń: ---
Przedmioty: ---
Czarne Moce: ---
Czarna waluta: 150BE 
Ranga: Początkująca
Zwierzę: Jedynym jej towarzyszem jest zwykły kruk. Nieco większy od przeciętnego ptaka tego gatunku. 
Inne: 
- praktycznie zawsze ma zimne dłonie, czy jest upał czy chłód. Nie robi to różnicy; 
- nienawidzi tytoniu oraz malin; 
- jej ulubionymi barwami są szary, srebrny i platynowy; 
- ma lęk wysokości; 
- posiada dobrze wykształcony słuch muzyczny i lubi szkicować; 
- nie przepada za osobami (szczególnie kobietami), które są zadufane i zapatrzone w siebie; 
- boi się ludzi (w szczególności mężczyzn), którzy chociażby swoim wyglądem czy chodem sprawiają wrażenie bycia pod wpływem alkoholu. Jeśli tylko spotyka osobę, która nadużywa napojów wyskokowych stara się trzymać od niej z daleka. Ma to związek, z kilkoma incydentami z jej przeszłości; 
- unika kontaktu cielesnego z nieznajomymi, a z osobami, które już zna też często ogranicza się z bliskością. Nie jest to jakaś fobia, ale zwyczajnie nie czuje się z tym najlepiej; 
- boi się igieł oraz cewek czy przedmiotów, które je przypominają; 
- jeśli nagle zostanie wrzucona do wody, ze strachu wynikającego z niewielkiej umiejętności pływania, może zacząć się topić jeśli nie sięga dna; 
- boi się, że te sny, które udaje jej się zapamiętać (zwykle są to koszmary) kiedyś się spełnią. A jest tak, ponieważ niektóre z nich już się wydarzyły jakiś czas po wyśnieniu; 
- stara się też nie rozmawiać na temat seksu. Nie tyle boi się tego tematu, co czuje się przy tym niezręcznie
Inne zdjęcia: ---
Email: selenja.pies@gmail.com
Steruje: koniarka01


sobota, 1 października 2016

Od Nathana CD Rosemary

Szliśmy lasem jeszcze dobrą chwilę. Milczeliśmy. Miałem wrażenie, że czas się ciągnie, że minęła wieczność zanim las się przerzedził i weszliśmy na niewielką  polanę. Pośrodku polany wznosiła się niewielka chatka, wykonana w całości z drewna. Dookoła rosła trawa, miejsce wyglądało bardzo miło oraz dziko.
Rose przeprowadziła mnie już wydeptaną ścieżką do swojego skromnego domu. Spojrzałem w górę. Chata miała pewnie 2 piętra. Z kominka unosił się dym, który ogrzewał powietrze wokół. Pachniało dymem. 
Dziewczyna otworzyła drzwi przede mną.
- Wchodź.
- To nie ja powinienem tobie otworzyć drzwi, madame?
Wzruszyła ramionami.
Wszedłem do domu. Dom był wesoło ozdobiony, a w kominku wesoło trzaskał ogień, który utrzymywał całe ciepło. Nikogo nie był w pokoju. Ktoś krzątał się po kuchni. Zapewne jej matka, czy kto inny. 
- Z kim mieszkasz?
- Z ojcem.
Czyli jednak nie jej matka gotuje. 

<Rose?>

piątek, 30 września 2016

Od Rosemary CD Nathana

Siedziałam w lesie już dobre kilka godzin ćwicząc.
Podnosiłam się na wysokość kilku centymetrów, po czym wirując unosiłam się na wysokość dwóch metrów. Niesamowite uczucie. Kilka razy zaśmiałam się na głos.
Moje małpki również były zachwycone. Przy wirach moje warkocze latały w okół mojej głowy, a małpki czepiające się ich z całej siły były po prostu zachwycone takim obrotem akcji. Co chwilę wydawały odgłosy podobne do pisków.
- Już cichutko - powiedziałam im cicho, ale chwilkę później sama się zaśmiałam.
Opadłam powoli na ziemię.
Z ciemności dobiegł głos:
- Ktoś lubi się błąkać po nocy
Odwróciłam się błyskawicznie, nie dla tego, że się przestraszyłam, ale raczej zdziwiłam.
Do tego lasu zazwyczaj nie chodzą ludzie. 
- Cześć - uśmiechnęłam się szeroko.
Podeszłam do niego.
- Hej, jak się nazywasz? - spytał
- Ja zadaje pytania - poprawiłam go cicho - jesteś na naszym terenie. 
- Skąd wiesz, że nie jestem stąd?
- To dość oczywiste - popatrzyłam wymownie na jego strój. Kim jesteś?
- Jestem Nathan, mag ziemi.
Cała podejrzliwość zniknęła w jednej chwili. Wróciła ufna Rose.
- Miło mi poznać, jestem Rosemary
- Mag powietrza?
- Oczywiście. Co robisz tu o takiej potrze?
- No cóż... - bąknął - nieco zabłądziłem.
- Chodź do mnie, będziesz mógł się przespać czy coś.
- Dopiero mnie poznałaś. Zapraszasz obcego faceta do domu?
- Tak, pewnie i tak jestem od Ciebie silniejsza.
Mruknął coś niewyraźnie.
Znów się uśmiechnęłam.
- To co idziemy?
Przytaknął.
Poprowadziłam go ścieżką przez las.

<Nathan?>

Od Nathana do Rosemary

Wszedłem do lasu. O tej porze robiło się już ciemno. Niebo było w odcieniu szarości, a drzewa uginały się coraz mocniej od wiatru. Co jakiś czas słyszałem znajome mi skrzypienie. Wzdrygnąłem się. Nie przepadam za ciemnością. Gdybym był bardziej zaawansowanym magiem, pewnie dałbym sobie radę z lękiem, wiedząc, że może mnie ochronić moc. A ja jestem tylko początkowym magiem. Bardzo fajnie.
Trzeba było sobie polepszyć ten poziom, usłyszałem głos w głowie. 
Zamknij się. 
Z kieszeni kurtki wyciągnąłem moją towarzyszkę. Gdyby była człowiekiem zapewne by się teraz uśmiechnęła. 
- Nie śmiej się - mruknąłem do niej, udając obrażonego.
Za krzakami usłyszałem jakiś szelest. Ledwo było cokolwiek widać. Jednakże pomiędzy drzewami dostrzegłem jakąś postać.
Nie widziałem szczegółów. 
Nie wiedziałem jakiej płci jest ta osoba. Ale po sylwetce rozpoznałem w niej kobietę. 
Bezszelestnie schowałem się za krzakiem, obserwując jej poczynania. Najwyraźniej ćwiczyła. 
Wyszedłem zza krzaka.
- Ktoś tu lubi się błąkać po nocy - stwierdziłem.

<Rose?>

Od Damona CD Noronell

Jak odmówiła poczułem się trochę zawiedziony, ale nie dałem tego po sobie poznać. 
Nie, Damon.
Nie dałem.
Albo przynajmniej na tego nie zauważyła. To bardziej prawdopodobne. Nie jestem dobrym aktorem. 
Stop, Damon.
Dobry pomysł.
Hehe, nie, nie śmieszne. 
- Nie musisz się śpieszyć z oddawaniem. Na razie i tak tego nie będę potrzebował.
- Nie będę.
- To dobrze.
Rozmowa ambitna, nie powiem. Zamknąłem drzwi do mojego pokoju. Nie lubię nieproszonych gości. 
Poszedłem szukać mojego przyjaciela. Ciekawe gdzie on się tym razem podział? Po około 20-minutowych poszukiwaniach znalazłem go za szafą. Skubany skorpion.
- Czy ja już Ci kiedyś nie mówiłem, że masz nie wchodzić za meble? - westchnąłem głośno. 
Skorpion tylko wszedł mi na dłoń.
- Wybacz, że Cię chwilowo olał... - urwałem. Dziewczyna zaczęła czytać i miała chwilowo w dupie co do niej mówiłem - Hm... Nie żebym Cię wyganiał czy coś, ale nie wygodniej by Ci było czytać we własnym łóżku?
Spojrzała na mnie nieobecnym wzrokiem.
- Tak, już zaraz idę
- Odprowadzić Cię?

Noronell? Wybacz, że musiałaś tyle czekać ;-;

Od Isabel CD Andy'iego

Stałam pod zamkniętymi drzwiami i zastanawiałam się jak do cholery uda mi się z nim porozmawiać. Już wiem.
Wyciągnęłam z kieszeni kartkę i napisałam krótką wiadomość:
,,Daj mi proszę pozwolenie na opuszczenie zamku, chciałabym iść na godzinkę do wioski.
I jeszcze, żebyś mi wyjaśnił o co w tym wszystkim chodzi"
Wsunęłam kartkę w dziurkę od klucza i pchnęłam lekko. Spadła po drugiej stronie.
Ruszyłam w drugą stronę korytarzem.
Szybkim krokiem dotarłam do drzwi.
Już miałam je otworzyć kiedy usłyszałam za sobą głos:
- Dokąd to? - spytał Andy
- Przecież Ci powiedziałam. Do wioski
- Czy udzieliłem zgody?
- Nie, ale skoro nie masz ochoty ze mną rozmawiać to nie poczekałam na zgodę - odparłam sucho. Kurde, nie chce znowu trafić do celi... - Proszę mogę iść?
- Nie powinnaś iść tak od razu po ataku gdziekolwiek, ale skoro tak ładnie prosisz...?
Odetchnęłam cicho.
Naprawdę muszę się napić czegoś mocniejszego. Może ustanie huczenie w uszach? Chociaż na jedną chwilkę.
Bez zastanowienia pchnęłam drzwi. Poczułam na twarzy powiew świeżego powietrza.
Zrobiłam dwa kroki do przodu, po czym zatrzasnęłam je za mną.
(musiałam ten gif dać XD)
Poszłam szybkimi krokami w kierunku wioski.

Andy?