poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Mag Wody - Stella Perscheya


Imię: Stella
Nazwisko: Persheya (Czytaj Perszija)
Wiek: 19 wiosen
Charakter: Stella to godna zaufania dziewczyna. Zawsze dotrzymuje obietnic, i walczy dzielnie o swoje zdanie. Jest również dobrym słuchaczem, rozmowy z nią jednak nigdy nie wychodzą poza granicą. Zaufanie i szacunek strasznie trudno u niej zdobyć, trzeba mieć naprawdę dobrą cierpliwość. Sprytna i zadziorna pod każdym względem, niestety również szczera. Małomówna, nie wychyla się nigdy, nie lubi zwracać na siebie uwagi. Pomocna zależności od zadania. Nie boi się walczyć ani stawić czoła większemu od siebie. Podsumowując musisz mieć więcej cierpliwości niż ona; potrafi być miła ale nie koniecznie, zależy jak na to patrzysz. Ma jednak uczucia, które czasami pokazują swą rolę. Zna litość przez co uważa że jest słaba.
Żywioł: Woda
Partner: chyba spodobał sie jej pewien młodzieniec z narodu ognia...
Rodzina: Brak informacji, jedynie kogo pamięta to stryja - Shibido
Broń: -
Poziom Perfekcji: 1-wszy
Zwierzę: Angela
Inne: 
-Stella na ogół kocha suche sałatki z dodatkiem kawałków mięsa. 
-Jak większość ma słabość do deserów, byle nie truskawkowych bo dostanie świra. 
-Niestety podupada na chorobę serca która amortyzuje jej rytm przez co prowadzi do kołatania serca oraz na chwilowe zatrzymanie. Zwykle natychmiast mdleje w najmniej oczekiwanych momentach. 
Inne zdjęcia: (nie trzeba)
Steruje WaderaSteysi

niedziela, 17 kwietnia 2016

piątek, 15 kwietnia 2016

Od Larissy

Dzień zapowiadał się pięknie.
Dla mnie pięknie to wtedy, kiedy leje jak z cebra.
Słońce jest takie monotonne... Codziennie świeci.
Ale w sumie gdyby zgasło, to wszyscy by umarli, więc nie ma na co narzekać.
Było już popołudnie, jednak ja nie zamierzałam spotykać się z moimi 'ukochanymi' braćmi. Jednak chyba muszę się gdzieś wyrwać.
Wyszłam z pokoju jakby nigdy nic.
Przechodząc przez drzwi usłyszałam głos Damona.
- Larissa, a ty dokąd?
- A co Cię to obchodzi?
Wyminęłam go w drzwiach i wyszłam. Kiedy usłyszałam kroki brata, przyśpieszyłam. Nie chciałam, żeby mnie złapał.
Jestem szybsza od niego, więc wyprzedzenie go nie stanowi dla mnie żadnego, nawet najmniejszego problemu.
Po chwili biegania usłyszałam jak Damon staje.
Zawrócił. Uff...
Weszłam do centrum miasta.
Na każdej uliczce miasta panował ruch.
Ludzie kupowali rzeczy.
Inni się kłócili ze sprzedawcami, że za drogo sprzedają.
Dzieci błagały rodziców o cukierki, plątając się pod nogami.
Sprzedawcy krzyczeli, że ich produkty są najlepsze. Chociaż sama w to nie wierzę. Jakiś facet sprzedawał jabłka, które, były totalnie zgniłe, lub poobijane (ja jednak wolę nawet tą drugą opcje). Nie ma to jak się trochę po przechwalać...
Minęła mnie dziewczynka z mamą. Dziewczynka łapała matkę za nogi, by ta nie mogła iść dalej, bo chciała by mama kupiła jej cukierki. Oczywiście mama próbowała wytłumaczyć jej, że cukierki nie są zdrowe, ale tamta jej nie słuchała.
Wtedy poczułam, że ktoś we mnie czymś rzucił, być może przewrócił na mnie kosz z rzeczami, ale znając niektórych ludzi, którzy tutaj mieszkają to druga opcja jest prawie niemożliwa.
Kształt był okrągły. To owoc, to jest akurat pewne.
Wzięłam do ręki owoc, który przed chwilą ktoś we mnie rzucił. Jabłko. Widać było, że nie jest kupione z tego straganu ze zgniłymi (dobrze, może być poobijanymi) jabłkami.
Obróciłam się , szukając wzrokiem osoby, która to zrobiła.

 [Ktoś? Proszę o nie rzucanie we mnie jabłkami! Dziękuję.]

niedziela, 10 kwietnia 2016

Od Olivera c.d. Camili

Poprzedniego wieczoru siedziałem do późna, najpierw nad wierszem, lecz nie wychodziło mi, ależ to były dla mnie męki! Pisałem nowy wiersz, ale moja droga wena mnie opuściła, czułem się nieswojo z tą wiadomością. Uwielbiałem pisać wiersze czy nawet książki - skromnie rzec ujmując zacząłem pisać i mam nawet już prolog! Niezależnie od pory dnia, czy nocy, proza czy opowiadań. Dzięki pisaniu mogę wyrazić siebie, co czuje. Sztuka pisania jest wieczna. Przeszkodą na tej drodze może jedynie być wyobraźnia oraz brak kreatywności lub zamknięcie przed całym światem serca. Kiedy zazwyczaj piszę i gdzie? Wszędzie i o każdej porze, jeśli trzeba to nie muszę spać. W obecnej chwili chwili siedziałem przy biurku i starałem się napisać wiersz, lecz nic, dziura, pustka w mym umyśle zamieszkała i nie pozwalała mi na napisanie wiersza. Westchnąłem z bezsilności mojej i udałem się na spoczynek, bo co innego mogłem w tej chwili zrobić? Po kilku minutach odpłynąłem w ramiona Morfeusza... Z mej krainy snów wyrwał mnie budzik, który jakby toczył walkę z mym snem i to nierówną, bo zawsze wygrywał. Usiadłem na łóżku i przeciągnąłem się, pierwsze kroki tego dnia skierowałem do okna by poobserwować wschodzące słońce, które wyglądało jak młody ogień buchający do góry tak jakby próbował się dostać do niego, a jego kolory ozdobiły całe niebo przy tym, by zachwycać swym urokiem każdego, kto spojrzy w te barwne kolory na niebie. Powolnie jak ślimak ubrałem się i wykonałem poranne czynności, miałem ponad dwie godziny do zajęć, więc udałem się do Whispera i Demony. Przez pierwszą godzinę oporządziłem ją, a drugą wróciłem do pokoju by spakować swe rzeczy do zacnej szkoły. Następnie spokojnym krokiem skierowałem się na swe zajęcia, czyli przebrałem się za Arrow'a. Po dotarciu okazało się, że nie mam nic do roboty, dlatego przebrałem się w swe normalne ciuchy, więc stałem przy drodze i rozmawiałem z sąsiadem idąc szybkim krokiem, jednakże w pewnym momencie rozmowy wpadła na mnie dziewczyna. W ostatniej chwili ją delikatnie złapałem by nie upadła i nic sobie nie zrobiła.
- Najmocniej przepraszam... nie zauważyłem... - zacząłem 
się tłumaczyć. Nie była zła za to, ale zanim się jej przyjrzałem to już jej nie było. Ciekawe dokąd tak pędzi? Oby nic sobie więcej nie zrobiła przez ten pośpiech, który jest złym doradcą. Sąsiad mój z naprzeciwka wzruszył tylko ramionami i udaliśmy się do baru. 


***
Wreszcie zabrzmiała ostatnia nuta śpiewu. Zacząłem się zbierać i na dworze czekałem na sąsiada. W pewnym momencie poczułem jak ktoś mi się przygląda, więc odwróciłem się w tym kierunku i zobaczyłem tą samą dziewczynę, co wcześniej. Teraz mogłem się jej przyjrzeć dokładniej. Miała brązowe oczy podobne do szafirów co błyszczą jakby były gwiazdami. Natomiast jej długie, czarne włosy jakby były przepiękną przeplatanką na niebie, którą trudno dostrzec, a jej smukła i wysoka sylwetka jakby by była królową łań sarny dostojna i dumna.... Urzekła mnie swą urodą jak i natchnęła do pisania. Przeprosiłem kolegę i udałem się do lasu oraz oparłem się o pień drzewa, po chwili zacząłem pisać...

***
Mój wiersz był gotowy, uśmiechnąłem się sam do siebie. Jednak w pewnym momencie poczułem za sobą czyjąś obecność, więc spojrzałem się za siebie i zobaczyłem tą samą niewiastę z ranę. Wyglądała na zakłopotaną, choć nie wiedziałem czemu.... Natychmiast wstałem
- Ja... Ja chciałem jeszcze raz cię przeprosić. Bardzo się spieszyłem i rano nie zrobiłem tego jak należy... I to wszystko było też moją winą, zamyśliłem się i nie patrzyłem dokąd biegnę... tak więc chciałbym żebyś przyjęła moje najszczersze przeprosiny... i ten drobny prezent - powiedziałem, unikając jej uważnego, acz spokojnego spojrzenia. Schyliłem się i wyciągnąłem dłonie, w których trzymałem przewiązane wstążką pudełko. Spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem...
- To nie była twoja wina. Każdemu się zdarza. Mi też się śpieszyło - wyjaśniła, odbierając ode mnie pudełko oraz je otwierając. - Ciastka? Dziękuję i proszę - mówiąc to przybliżyłem pudełko z wypiekami, po czym wzięła jedno.
- Usiądź obok mnie droga pani i uczyń mi ten zaszczyt słuchając dwóch mych wierszy - powiedziałem patrząc w jej szafirowe oczy...
- Dobrze... Jestem Camila - powiedziała
- Piękne imię dla pięknej damy - mówiąc to ucałowałem jej rękę. - Jestem Oliver pani - usiadłem obok niej i zacząłem czytać wiersz:


"Dzień ma swój uśmiech ponętny,
Błyszczącą weselem postać
I ogień życia namiętny;
Więc chciałem przy nim pozostać...
Ale z kolei na straży,
Stoi noc pełna zazdrości,
Zdejmuje wesołość z twarzy
I uśmiech ginie w ciemności...
Noc ma swój smutek niebieski,
Tęsknotę pragnień serdeczną,
Rozsiewa po kwiatach łezki,
Więc chciałem zrobić ją wieczną.
Lecz znowu jasność paląca
Buszy gmach nocnych bławatów,
Urocze widma roztrąca,
I rosę wypija z kwiatów.
Ty masz dnia jasne oblicze,
Wdzięk nocy, co duszę pieści.
Twoje spojrzenie dziewicze
Łzy razem i uśmiech mieści.
Chcąc zgodzić pragnienia sprzeczne,
Na żadną nie trafić zmianę,
Przy tobie na czasy wieczne,
Przy tobie, luba, zostanę!"
- teraz wziąłem drugą kartkę i zacząłem jej czytać drugi wiersz:


"Mając wszys­tko,
możesz nie mieć nicze­go..
Choć ko­lorów ty­siące
a na niebie gwiaz­dy lśniące.
Choć pola zboża złocą się,
mus­ka­ne pro­mieniami słońca.
Dusza mo­ja zat­rwożona,
tym pięknem nie jest zas­po­kojo­na.
Na górze marzeń,
rośnie moc­no za­korze­niona nadzieja,
na powrót
do Tam­tych miej­sc, do Tam­tych ludzi
na powrót
do przeszłości i po­myślności
Spoglądając w oczy szczęścia,
nie pot­ra­fię zo­baczyć swo­jego od­bi­cia.
Wewnętrznej roz­paczy
nie zagłuszy naj­piękniej­szy hymn ptaków.
Choć zachwy­cona krop­la­mi deszczu
i wiat­rem we włosach,
sta­wiając kro­ki na tra­wie skąpa­nej rosą,
nie zaz­nam ra­dości,
kiedy w ser­cu tyl­ko smu­tek gości.
Bo piękno i szczęście to nie tyl­ko to co dookoła nas ale to co jest w nas"
- po skończonym czytaniu czekałem na jej reakcję..

<Camila?? Natchnęło mnie na opo w tym stylu ^^ >

Od Isabel CD Andy'iego

Nie chcę mnie widzieć, to nie. Bez łaski.
- Ej, Andy! - wrzasnęłam
Zero odpowiedzi.
- No chodź tu! Chciałam się tylko pożegnać!
Zerknął na mnie poprzez zasłonę ognia. 
Przez chwilę wydawał się zdziwiony, ale równie dobrze mogłam to sobie wyobrazić.
- Isabel, jesteś głupia?! - fuknęła na mnie Mel
- Czemu?
- Nie widzisz tego? - wskazała na pobojowisko - On zrobi coś jeszcze głupszego, jeśli sobie pójdziesz... - Mel wybuchła płaczem - Nie mogę go stracić!
- Hej, spokojnie - poklepałam ją po plecach - Jeśli on tego chce to zostanę.
Wiedziałam co ona musi czuć. Jakaś dziewczyna wprowadziła zamęt w życiu jej brata, którego ona potrzebowała teraz bardziej niż kiedykolwiek.
- Przepraszam... - szepnęłam cicho - to wszystko moja wina...
- Tak, to jest wszystko twoja wina - usłyszałam za sobą głos.
Andy.
- Słucham, chciałaś mi coś powiedzieć - warknął
- Chciałam się pożegnać, ale się rozmyśliłam. - powiedziałam cicho nie patrząc na niego
- No więc?
- Po pierwsze, chciałam Cię przeprosić, że wtedy wyszłam. Wiem zachowałam się jak jakaś głupia suka. 
Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale ciągnęłam dalej:
- Po drugie, nie lubię robić ludziom łaski, więc jeśli chcesz żebym sobie poszła, to mi powiedz. Bez mrugnięcia okiem sobie pójdę. Decyzja należy do Ciebie.
Z zapartym tchem patrzyłam się w ziemię, czekając na jego odpowiedź.

[Andy?]

Od Andy'iego c.d: Isabel

Zobaczyłem jak Isabel idzie w naszym kierunku.
- No to nara.
- Andy! - warknęła Mel - Wybacz jej!
- NARA.
Chciały iść za mną ale zagrodziłem im moją drogę murem płomieni, Isabel nie jest aż tak dobra, żeby je zgasić. Może jedynie trochę zmniejszyć ich płomień, ale ich nie zgasi.
Ruszyłem gdzieś.
Nie wiem gdzie.
Ale znowu zauważyłem to dziecko.
- Dlaczego siedzisz na kamieniu? - zapytała.
Co ona tu robi?
- Bo tak.
- Wybacz tej Pani.
- Nie.
- Ona Cię kocha.
- Co Ty wiesz o miłości?! - warknąłem do dziewczynki.
- Więcej od Ciebie - złapała mnie za rękę. - Nie możesz tak wszystkich odrzucać.
Uśmiechnęła się i rozpłynęła w powietrzu.
Ja pierdole gdzie to dziecko?
Mam schizofrenię?
Widzę duchy?
Andy, źle z Tobą.

Isa? Nie wiem jak to rozkręcić ;-;

Od Olivera c.d Indii

Wróciłem do Królestwa Ziemi i poszedłem do sali do ćwiczeń.
Po czterech godzinach wyszedłem zdyszany i skierowałem się w stronę swojego pokoju.
Wróciłem do swojego pokoju, wziąłem pierwszą lepszę książke z półki i zaczałem czytać.
Skończyłem ją zanim zaczęła świtać.
Podniosłem się, przebrałem i wyszedłem z pokoju.
Był ciepły, rześki poranek. Słońce właśnie wychylało się zza horyzontu, więc postanowiłem zjeść śniadanie.
Wszedłem do kuchni, wyciągnąłem z lodówki serek, który zjadłem z przyjemnością. Kiedy zaspokoiłem pragnienie szybko skierowałem się do moich koni, którymi szybko się zająłem. Przebrałem się za Arrow'a i poszedłem przed siebie. Po drodze rozprawiłem się z kilkoma przestępcami, aż nagle zobaczyłem jeźdźca. Była nim młoda kobieta. Po kilku minutach dotarła do mnie. 
-Witaj pani - przywitałem się - Jestem Arrow
- A ja India - powiedziała i uśmiechnęła się - Jestem z Królestwa Ziemi, a ty?
- Zauważyłem - odparłem i dodałem szybko: - Nie ważne - oznajmiłem - Może się przejdziemy ?
- Ale... - zaczęła
- To niebezpieczne miejsce - po tych słowach zagwizdałem i przybiegł Whisper, którego dosiadłem i ruszyłem z dziewczyną na przejażdżkę.
- To gdzie mieszkasz? - spytała
- Gdzie popadnie.
- Kim jesteś?
- Jak by to powiedzieć... Jestem osobą, która walczy ze złem i pilnuje sprawiedliwości. 
W końcu po kilku minutach las się skończył, a naszym oczom ukazało się piękne jeziorko. Dziewczyna zsiadła z konia i pozwoliła swej klaczy się napić. Niedaleko stąd jest miasto, więc mogłem już ją zostawić samą i sprawdzić inne trasy czy są bezpieczne.
- Jesteś strasznie tajemniczy - powiedziała
Spojrzałem tylko na nią, ale nic nie odparłem.  
- Jedziemy dalej - powiedziałem po chwili
Dziewczyna weszła na konia i ruszyliśmy dalej. Po godzinie byliśmy na mniejscu, a ja zniknąłem  z jej oczu... Znalazłem prestronne miejsce i się przebrałem w normalne ciuchy.  Wyszedłem z ukrycia i miałem zamiar wrócić do domu, lecz India mnie zaczepiła.
- Witaj, czy nie widziałeś mężczyzny z kapturem i łukiem na plecach? - spytała
- Nie pani. - odparłem
- Nie mów mi pani tylko India, a ty kim jesteś?
- Oliver 
<<India???>